POMEZANIAE

 

 

 

 

Biuletyn Społeczno-Kulturalny wydawany w Jerzwałdzie od 31 lipca 1991 roku

 

 

            Nr 242  grudzień  2011  rok

 

 

W Numerze:

 

 

Grupy marzeń

Z akt Kazimierza Napiórkowskiego

Wydarzenia grudniowe

Akcja KGW „Stokrotka”

Wspomnienie o Franciszku Banachu

           W naszym ogrodzie?

 

 

 

Jak drukować poniższe numery

 

 

 

 

 

Zespół „Insomnia”. Fot. Danuta Sokołowska.

 

.

POMEZANIAE Numer 241

 

POMEZANIAE Numer 240

 

POMEZANIAE Numer 239

 

POMEZANIAE Numer 238

 

POMEZANIAE Numer 237

 

POMEZANIAE Numer 236

 

POMEZANIAE Numer 235

 

POMEZANIAE Numer 234

 

POMEZANIAE Numer 233

 

POMEZANIAE Numer 232

 

POMEZANIAE Numer 231

 

POMEZANIAE Numer 230

 

POMEZANIAE Numer 229

 

POMEZANIAE Numer 228

 

POMEZANIAE Numer 227

 

POMEZANIAE Numer 226

 

POMEZANIAE Numer 225

 

POMEZANIAE Numer 224

 

POMEZANIAE Numer 223

 

POMEZANIAE Numer 222

 

POMEZANIAE Numer 221

 

POMEZANIAE Numer 220

 

POMEZANIAE Numer 219

 

POMEZANIAE Numer 218

 

POMEZANIAE Numer 217

 

POMEZANIAE Numer 216

 

POMEZANIAE Numer 215

 

POMEZANIAE Numer 214

 

POMEZANIAE Numer 213

 

POMEZANIAE Numer 212

 

POMEZANIAE Numer 211

 

POMEZANIAE Numer 210

 

POMEZANIAE Numer 209

 

POMEZANIAE Numer 208

 

POMEZANIAE Numer 207

 

POMEZANIAE Numer 206

 

POMEZANIAE numer 205

 

POMEZANIAE Numer 204

 

POMEZANIAE Numer 203

 

POMEZANIAE Numer 202

 

POMEZANIAE Numer 201

 

POMEZANIAE Numer 200

 

POMEZANIAE Numer 199

 

POMEZANIAE Numer 198

 

POMEZANIAE Numer 197

 

POMEZANIAE Numer 196

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rejestr sądowy Sąd Wojewódzki w Olsztynie, sygn. akt I Ns. Rej. Pr 25/91

Red. nacz. Janusz Sokołowski

14-230 Zalewo Jerzwałd 52a,  tel.: 89 758 86-65, kom. 503 312 016   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

   Grupy marzeń

    -     Ajajajajajajaj! – Krzyknął „Były” znad „Trybunowyborczej”. – Chodźcie no tu Padalczyk, szybko. Ale jaja nad jajami.

-          A cóż to się stało Szefie mój ulubiony – skłamał jak zwykle Jan Padalczyk wyrwany ze swojego ulubionego stanu zadumy.

-          Po losowaniu na Euro 2012 w piłkę nożną mamy w końcu „grupę marzeń”, o jakiej Ukraińcy współorganizatorzy tych mistrzostw Europy mogli tylko pomarzyć! Mamy tylko Grecję, Rosję i Czechów! Ukraińcy mają „grupę śmierci”: Szwecję, Francję i Anglię! Nie wiem, jak to się stało i jak to zostało załatwione przez naszych, ale w związku z tym będę do końca życia czytał tylko „Trybunowyborczą”!

-          Szefie! Ale Szef „od zawsze”, czyli od ponad 20 lat czyta tylko „Trybunowyborczą”, mimo, że brakuje już na niej dawnego logo. Taką „Trybunowyborczą” Szef kupuje.

-          I nie przestaję kupować i czytać, bo ja bardzo lubię taką właśnie „Trybunowyborczą”! Cha, cha cha! Wy się lepiej przyznajcie Padalczyk, gdzie pojechała Wasza „stara”,? Podobno do Torunia? Pewnie na dwudziestolecie „Radia Maryja” Ojca Tadeusza Rydzyka! Chyba, dlatego Padalczyk, jesteście tacy wściekli!

-          Nie o to jestem wściekły, że „stara” pojechała do Torunia, ale dlatego, że znowu wdała się w tą pieprzoną telefonię komórkową  „W naszej Rodzinie” – Rydzyka! Wcześniej była już w innej sieci, która się nazywała łudząco podobno, bo „W Rodzinie”. Atutem miało być to, że stara mogła dzwonić do studia do Torunia za darmo. Okazało się to nieaktualne, ale „stara” nic nie powiedziała. Za jedną rozmowę – jak się już dodzwoniła zapłaciła ponad 50 złotych. Wie szef, ile to by było piw?

-          Wiem Padalczyk, nie musicie mi opowiadać! Ale po expose premiera jedno jest bardzo pocieszające w działaniach naszych i dla Was Padalczyk. Tusk chce, żeby duchowni, którzy nie płacą ZUSu, a ich przecież fundujemy, my podatnicy, poprzez Fundusz Kościelny, byli włączeni w powszechny system emerytalny ZUS. Jeśli to konieczne, premier zapowiedział zmianę konkordatu.

-          Wiem o tym Szefie. I również to jest dobre Szefie, że Tusk chce zmienić, zrównać i wydłużyć do 67 lat wiek przejścia na emeryturę kobiet i mężczyzn. Kobiety urodzone po 1980 roku będą na emeryturę w wieku 67 lat. No i dobrze babom. Szkoda tylko, że kobietom we wszystkich zawodach. Bo przecież nie da się porównać zawodu „babki klozetowej” z zawodem striptizerki lub prezenterki telewizyjnej. Nie wszystkie przecież są, takie, jak Irena Dziedzic.

-             A piłkarze? Też powinni grać do 67 roku życia! Tu w „Trybunowyborczej” wyczytałem, że w rankingu UEFA nadal są na 66 miejscu, mimo olśniewającego zwycięstwa w Turcji z Bośnią i Hercegowiną i wygranej przez Polaków 1 : 0.

-          Szefie, ale cały czas mamy sposobność śpiewać piosenkę „Wczoraj grałeś w 66, a dzisiaj nie masz, co jeść”, a jako sympatycy Platformy powinniśmy jako chłopy podjąć i próbować zrealizować jakieś partyjne zobowiązanie i na przykład spróbować zrealizowć to stare hasło! „Emeryci popierajcie partię czynem, umierajcie przed terminem”.

-          Pogięło Was Padalczyk, czy co? Nie macie gdzieś przykiszonego piwa, bo mnie suszy po wczorajszym.

-          Mam! Nawet po dwa!

-          No, to, co się ociągacie?

Jarosław Sokołowski

(Masa?)

 

 

 

 

 

 

 

Z akt Kazimierza Napiórkowskiego

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

     

 

 

 

Wydarzenia grudniowe

 

Wydarzenia grudniowe 1970, 1981, 2011

 

W związku z faktem, nasza telewizja publiczna będzie już niedługo nadawała tylko sygnał „cyfrowy” zamiast analogowego kupiłem dekoder, który pomógł mi zainstalować Krzysztof Biełuś. Początkowo miałem: TVP jedynkę, dwójkę, obydwa lokalne (Gdańsk i Olszyn), TVP kulturę, TVP Historię, Polsat, TVN, TV4, TVN 7, TV Puls, i parę innych cieszyłem się dziecko, do czasu, kiedy w ramach poszerzania tej oferty od dnia 12 grudnia tego roku mam dostępne mniej programów niż było wcześniej. Zamiast TVP 1 mam TVP kulturę, zamiast TVP 2 mam TVP historia. Na tym kanale, na którym były pozostały TVP kultura i TVP historia.

 

Będąc w sytuacji przymusowej obejrzałem 16 grudnia film wyprodukowany przez Instytut Pamięci Narodowej o wydarzeniach grudniowych 1970 na Wybrzeżu. Był to pierwszy przypadek na świecie użycia wojska przez komunistyczną partię do pacyfikacji, w której zginęli robotnicy w pokojowych manifestacjach lub idący do pracy. Film był oparty na filmach zrobionych przez Służbę Bezpieczeństwa. Zastanowiłem się wtedy, co ja wtedy w grudniu robiłem i jak to później wpłynęło na moją twórczość kabaretową. W grudniu 1970 byliśmy z rodziną na wczasach w Zakopanem. Tam poznałem i podgrywaliśmy trochę razem Jerzego Filara (tego, od „Samby sikoreczki”). Ojciec pułkownik milicji był zerwany z tych wczasów i zabezpieczał jakieś działania w województwie białostockim. Ja sam dojrzewając w przyśpieszonym tempie na zawsze pozostałem z klasą robotniczą, która później urodziła „Solidarność”.

 

Skazany przymusowo na TVP historia obejrzałem 17 grudnia 2011 po 22.05 magazyn dokumentalny reżyserowany przez Andrzeja Iłowskiego z 2004 roku „Piosenką w komunę”. W sierpniu 1981 roku w ramach obchodów pierwszej rocznicy podpisania porozumień sierpniowych w gdańskiej hali „Olivia” odbył się ogólnopolski Pierwszy (i ostatni) Przegląd Piosenki Prawdziwej „Zakazane Piosenki”. Wzięli w tym filmie udział między innymi: Maciej Zembaty, Jan Tadeusz Stanisławski, Daniel Olbrychski, Jacek Fedorowicz, Przemysław Gintrowski, Andrzej Rosiewicz i Andrzej Strzelecki. Po latach artyści wspominają tamten festiwal, a także czasy stanu wojennego. Mówią również o znaczeniu opozycyjnych piosenek, które krytykowały i ośmieszały ówczesne władze. „Moja ojczyzna” wykonywana przeze mnie na tym festiwalu też na tym filmie została przypomniana.

 

Myślę, że w przypadku Macieja Zembatego zmarłego 27 czerwca 2011 odznaczonego pośmiertnie Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (był autorem piosenki „Ostatnia posługa”, śpiewanej na melodię marsza żałobnego Chopina) przydałby się jeszcze stary dowcip o żołnierzu armii radzieckiej, który po złowieniu złotej rybki chciał dostać order „bohatera Związku Radzieckiego” i kiedy się spełniało to życzenie okazało się, że żołnierz trzyma odbezpieczony granat w rękach, który wybucha! O szesz jej mać ...... posmiertny mi dała.

 

Wobec ostatniej grudniowej „rewelacji Rzeczypospolitej Dokumenty NATO: ZSRR nie szykował inwazji na Polskę nastąpiła na moim rodzinnym facebooku dyskusja, w której nie uczestniczyłem, bowiem chciałem to odnieść do mniej przez pryzmat poglądów jednej osoby mojego ówczesnego sąsiada pisarza Zbigniewa Nienackiego (miałem już o tym człowieku nie napisać ani słowa. Natomiast od ubiegłego roku wiemy również, że nasz rodzimy wieszcz  był od 1984 roku również w Służbie Bezpieczeństwa jako donosiciel).

 

Magdalena Dzbańska: pewnie i tak nie wszyscy będą przekonani...

 

Piotr Trzepiota: Tytuł jest trochę mylący. Co z tego, że nie szykował? Stan wojenny nie był wprowadzony jako reakcja na bezpośrednie zagrożenie interwencją, a potencjalne. Wyraźnie jest napisane 48 h albo mniej. To nie tak jak USA w Iraku czy Afganie. Oni nie musieli robić wielkich operacji i ruchów wojsk, bo mieli je na miejscu. Przypomnieć sobie też należy wcześniejsze doświadczenia Czechosłowacji i Węgier. Poza tym łatwo sobie teraz gdybać - wtedy analiza była dużo trudniejsza. Stwierdzenie faktu, że na granicy nie stały pancerne dywizje z zapalonymi silnikami nic tu nie wnosi. Zatem jestem przekonany czy nie?

 

Magdalena Dzbańska: Piotrze, to jest jeden z dokumentów. Od wielu lat są znane poważniejsze dokumenty, które świadczą o tym, że ZSRR ani myślało o tym, żeby wprowadzać swoje wojska na teren RP (np. stenogramy rozmów radzieckich oficerów). Takie dokumenty są znane, ale opinia publiczna się nimi nie zajmuje, bo wielu osobom na rękę jest zaciemnianie historii, dobra i zła, itp.

 

Piotr Trzepiota: Czyli ja dalej nie przekonany. Podtrzymuje wszystko, co napisałem powyżej. Dobrze, że poznajemy nowe dokumenty i fakty z tych czasów. Jednak dla mnie ocena tego jest bardzo trudna. Sytuacja była bardzo złożona i napięta, wszystko się mogło zmienić w jednej chwili. Prawdą jest tytuł artykułu: ZSRR nie przygotowywał ataku na Polskę w 1981, gdyż ZSRR de facto okupował Polskę od 1945.

 

Wracając do Nienackiego i mojej z nim rozmowy po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce: Niech się Pan cieszy panie Januszu, że to zrobił generał Jaruzelski! Bo gdyby zrobili to Rosjanie, to był Pan na liście do rozstrzelania. Czy tak było? Nie wiem, ale piosenka „Wejdą, nie wejdą” Andrzeja Rossa zaśpiewana na tym festiwalu nie miała sensu? Oni przecież byli obecni cały czas, między innymi w Legnicy i jak się obecnie szacuje jeszcze w ponad 60 miejscowościach – czego wówczas nie wiedzieliśmy, bo wszystko było tajne.

 

Pan Samochodzik i zagadki SB Cezary Gmyz 26-10-2010

"Rzeczpospolita": Zbigniew Nienacki - autor przygód Pana Samochodzika i współpracownik SB. Z rewelacji Rzeczpospolitej wynika, że Zbigniew Nienacki był kontaktem operacyjnym wywiadu PRL. Autor serii młodzieżowych książek o Panu Samochodziku miał zostać zarejestrowany w 1984 roku, a w 1990 jego akta zniszczono.

Gazeta twierdzi, że pisarz posługiwał się pseudonimem Eremita i został zwerbowany przez funkcjonariusza o nazwisku Czernych. Nie wiadomo, na kogo i o czym donosił. Zachował się jedynie protokół zniszczenia akt.

 

Rejestracja Nienackiego jako źródła informacji bezpieki nie dziwi znanego pisarza mazurskiego Erwina Kruka.

 

Był to człowiek, który się przechwalał, że już po wojnie razem z osławionym szefem łódzkiego SB Mieczysławem Moczarem utrwalał władzę ludową – mówi „Rz" Kruk.

Rewelacje o życiu pisarza nie dziwią też Henryki Krzywonos. W wywiadzie dla „Krytyki Politycznej” nazwała ona Nienackiego starym ormowcem. 

 

Młodszym czytelnikom przypominam, że do 1990 istniała w Polsce Rzeczypospolitej Ludowej cenzura (nie kościelna, czy obyczajowa), lecz publikacji i widowisk. Wolność słowa była nieosiągalna. Sam zapłaciłem w Lidzbarku Warmińskim w roku 1984 roku po VIII Lidzbarskich Biesiadach Humoru i Satyry (wyróżniony tam nagrodą specjalną). Program był bez stempla cezury. To znaczy, był stempel, ale ja wykonałem inny program. W Lidzbarku Warmińskim wlepiono mi najniższy wymiar kary, ponieważ wstydzono, że do tego doszło. Odwołał się cenzor wojewódzki zapłaciłem ostatecznie równowartość nagrody specjalnej: była to kwota 10. 000 złotych.

 

Myślę, że między innymi przez takich jak ja nie odbyły się biesiady w Lidzbarku Warmińskim w latach 1986-1990.

 

Janusz Sokołowski

 

 

 

 

Akcja KGW STOKROTKA

 

5 grudnia 2011 roku Koło Gospodyń Wiejskich „Stokrotka” w Jerzwałdzie zaprosiło na występy gościnnie zespół „Insomnia” w składzie: Krystian Czaja (gitara elektryczna, wokal) Bartłomiej Iżbicki (bongos, instrumenty perkusyjne), Maciej Kiliński (gitara klasyczna, wokal) oraz opiekun „duchowy”, ks. Tomasz Wieczorek. Zaproszeni goście zaprezentowali szeroki repertuar brawurowo wykonanych utworów.

 

Publiczność mimo przedświątecznego czasu dopisała. Szczególnie tłumnie przybyła młodzież i dzieci ze Szkoły w Dobrzykach, by podziwiać swego katechetę Krystiana Czaję cieszącego się wielką popularnością. Po koncercie Panie z KGW „Stokrotka” zaprosiły wykonawców na poczęstunek i wręczyły wykonane przez siebie pierniki.

                                              

                        KRON

 

 

 

 

 

 

 

Fot. Danuta Sokołowska.

 

Fot. Danuta Sokołowska.

 

Fot. Danuta Sokołowska.

 

 

 

Fot. Danuta Sokołowska.

 

 

Fot. Danuta Sokołowska.

 

.

 

 

 

 

NADZWYCZAJ UDANEGO NOWEGO 2012 ROKU!

MA BYĆ ZDROWO, POGODNIE, CHWILAMI RADOŚNIE I ZDECYDOWANIE BEZPROBLEMOWO!

 

 

.

 

 

 

Fot. Mariola Matuszek.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   

 

 

Wspomnienie o Franciszku Banachu

 

9 grudnia 2011 roku zmarł Franciszek Banach w wieku 61, pochowany został na naszym cmentarzu w Jerzwałdzie 12 grudnia 2011 roku.

 

Chyba w 1994 roku pojawił się na terenie naszej gminy Franciszek Banach z planami utworzenia w Rucewie kolejnego w Polsce ośrodka MARKOT, (od imienia i nazwiska św. p. Marka Kotańskiego to ośrodek, gdzie ludzie uczą się wychodzić z bezdomności). Ówczesny burmistrz był nieoficjalnie, „przeciw”, ale historia potoczyła się inaczej.

 

Ówczesny właściciel Zenon Nocoń przekazał gospodarstwo w spadku synowi. Oświadczył mu wtedy, że jeżeli nie zamierza uprawiać ziemi, to on zobowiązuje go do przekazania gospodarstwa bezdomnym. Po kilku miesiącach Franek napisał do ówczesnego wojewody olsztyńskiego Janusza Lorenca, listę o zakup niezbędnych rzeczy do dalszego funkcjonowania tego ośrodka, ale nie bardzo wierzył, że się uda w pierwszym podejściu. Podobno Janusz Lorenc pojawił się ubrany tak, że nikt go nie poznał (przecież nikt w Rucewie go wtedy znał, więc jest to prawdziwa wersja). Tuż przed świętami Bożego Narodzenia wojewoda osobiście przywiózł pompę głębinową i telefon komórkowy (wtedy jeszcze nie było telefonu stacjonarnego) do remontowanego MARKOTU.

 

Franek miał charyzmę i potrafił załatwiać bardzo dużo rzeczy w sposób tylko sobie znany (nawet przed którymś świętami pół Jerzwałdu zostało obdarowane jakimś drobiem – sam pomagałem wozić do ludzi). Już wtedy wiedzieliśmy, że Franek ma problemy z sercem).

 

Nigdy nam się nie udało przebić wojewody prezentami, chociaż kiedy przyjechaliśmy do Rucewa razem z ówczesnym burmistrzem Zalewa Andrzejem Dawidem Franek był zaskoczony bardzo miło. Ja z kolei byłem zaskoczony przez strusie, które mieli w swoim gospodarstwie w Rucewie.


Do pożaru w 13 kwietnia roku 2005 stał tam dom, cały pomalowany w kolorowe łaty. W pożarze, który wybuch na skutek nieszczelnego przewodu kominowego, ucierpiał dach i poddasze budynku „Markotu”. W pomieszczeniach w chwili pożaru znajdowało się 15 bezdomnych. Nikt nie odniósł obrażeń. Poszkodowani mieszkańcy „Markotu” zostali ewakuowani. Mieli tymczasowe lokum. Co robić dalej?

 

Kiedy zobaczyłem, że nic się nikomu nie stało zażartowałem: „ – Witam kolego w klubie pogorzelców”! Przecież sami straciliśmy w Jerzwałdzie dom. Kilkukrotnie woziłem jakieś ciuchy, które zbywało nam w domu i kibicowałem całym sercem, za tym, żeby Franek (był przecież budowlańcem z zawodu) i MARKOCIAKI, jak najszybciej wybudowali nowy dom mieszkalny, a pogorzelisko rozwalili.

 

MARKOCIAKI wybudowali nowy dom i postanowili „zaczarować” stare miejsce w taki sposób żeby powołać nowe stowarzyszenie wyższej użyteczności publicznej (podobnie jak działał do tej pory MARKOT) zarejestrowali w kwietniu 2005 roku STOWARZYSZENIE "POMOCNI LUDZIOM - RUCEWO" IM. ZENONA NOCONIA.

 

Dzięki Frankowi Banachowi  znowu wszystko zaczęło funkcjonować na najwyższym poziomie. Przecież z gminy Zalewo otrzymywał zaledwie 2.000 zł rocznie (i za każdym razem musiał stawać do konkursu).

 

Ten zawał serca był już za silny. Szkoda Franku, że stanęło ci serce w takim momencie.

 

Janusz Sokołowski

 

 

 

 

Rok 1994 - Franciszek Banach i wojewoda olsztyński Janusz Lorenc w Rucewie w Ośrodku MARKOT VII, poniżej Franek i Krystyna Sobieska - fot. Janusz Sokołowski.

.

Powyżej rok 2002 burmistrz Zalewa Andrzej Dawid obok struś, poniżej rok 1994 w Ośrodku MARKOT VIII, - fot. Janusz Sokołowski.

.

 

 

 

 

 

 

Po pożarze, trzeba było się odbudowywać na nowo. Do rozwalenia, jeszcze kawał domu. Fotografia z 26 kwietnia 2005 roku. Fot. Janusz Sokołowski.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   

 

 

 

 

W naszym ogrodzie?

 

Fotografie Danuta Sokołowska.

                                                                                                         

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak drukować?

 

Potrzebny jest Ci Adobe Reader.

Po ściągnięciu na twardy dysk nie marnuj tuszu przed wydrukowaniem!

Możesz wydrukować dwustronnie. Masz wtedy w domu ten biuletyn w  takiej postaci, tak ja wysyłam po wydrukowaniu do biblioteki publicznej w Olsztynie.